poniedziałek, 18 października 2010

Decyzja na całe życie

Do tej pory nie pisałam zbyt wiele o sobie i własnym życiu...
Teraz jednak, spadł na mnie ogromny kamień, z którym nie umiem poradzić sobie sama...
Moja siostra jest w ciąży. Ma zaledwie 16 lat, zero pojęcia o życiu, mieszka w domu dziecka (to już inna bajka), jeszcze nawet nie skończyła gimnazjum a rozwiązanie już za 4 miesiące...
Nie będę opowiadać wszystkiego...
Ważne ejst to co teraz mam zrobić.
Od roku z mężem staramy się o dziecko i nic.
Kiedy ona urodzi, nie bedzie mogła zatrzymać dziecka.
I teraz pytanie....
Zabrać dziecko, wychować jak własne, pozwolić jej patrzeć jak do mnie mówi mamo a do niej ciociu i martwić się ze pewnego dnia będzie chciała je odzyskać?
A może zabrać Ją do siebie razem z dzieckiem i utrzymywać do końca życia
Czy tez pozwolić na to by dziecko poszło do adopcji do oncych ludzi i nigdy więcej go nie widzieć i o nim nie słyszeć, mając na uwadze że już przeżywamy aką sytuację z naszym braciszkiem...
I Co tu zrobić? Jak sie zachować?

wtorek, 21 września 2010

Pieskie Życie!!!!

Kilka dni temu byłam w schronisku...
Coś strasznego...
Psy cisną się w małych boksach, wszędzie są odchody, śmierdzi jak nigdzie.
Czuja że przyszedł ktoś, kto może wziąć je do domu i tak strasznie proszą...
Każdy z tych piesków to osoba i często straszna historia...
Wyrzucone z auta na autostradzie, przywiązane do drzewa w lesie, bite, głodzone... Można by tak wymieniać w nieskończoność a z pewnością większość okrucieństw nawet nie przyjdzie mi do głowy...
Często są prezentem, który okazuje się na dłuższą metę niezbyt trafny, kaprysem, który gdy zostaje spełniony jest już niepotrzebny czy zachcianką dziecka, któremu odechciewa się wyprowadzania pupila...
Nieodpowiedzialność ludzka jest przerażająca...
Hodowcy rozmnażają je na potęgę..
Interes, jak każdy inny oczywiście, kręci się w koło pieniędzy.
Rasowy szczeniak kosztuje pomiędzy 400zł a nawet 3 tyś...
Szkoda tylko że nikt nie myśli o dobru tych zwierząt...
Przecież każde z nich ma uczucia...
Kochają, tęsknią, cieszą się, smucą, przywiązują...
Dowodów na to jest tysiące.
Pewien pies po śmierci właściciela siedział przy jego grobie na cmentarzu aż sam tam zdechł i został pochowany obok właściciela...
Inny każdego dnia odprowadza Pana pod bramę na kopalni i czeka całą jego szychtę... Nie ruszy się stamtąd bez właściciela...
Każda istota zasługuje na szacunek i godne życie...

środa, 8 września 2010

niedziela, 5 września 2010

PRACA a praca...

Dziś będzie o zjawisku, które pewnie nikogo już nie zaskakuje...
Mianowicie o braku sprawiedliwości ze tak powiem zawodowej.
Mieszkam na śląsku, więc otaczają mnie kopalnie...
Mam męża górnika więc jestem w temacie...
W jakich warunkach pracują górnicy to raczej wiadomo...
W jakich zaś pracownice biurowe też...
Różnica wydaje się być oczywista...
Niestety oczywista jest jedynie teoretycznie...
W praktyce wygląda to tak, że górnik dostaje napój "z witaminami", za który musi później zapłacić z własnej pensji...
Pracownik biurowy zaś ma zawsze pod ręką dystrybutor z MARKOWĄ wodą mineralną, kawę, herbatkę... I to wszystko oczywiście za darmo:):)
Panie w biurach są nie dość że niezbyt miłe (jak wszędzie) to jeszcze odmawiają wykonania swojej pracy no bo już jest za 5 14....
A co to kogo interesuje? Praca do 14 to do 14... A że górnicy mają raczej cięte jęzory....
A teraz to, co śmieszy mnie najbardziej...
Owe pracownice, domagają się dodatków, które przysługują górnikom...
Barbórka, węgiel...
Za co?
Za ciężkie warunki pracy?
Najlepiej jest wzbogacać się czyimś kosztem i pracą...
Śmiech na sali!!!

środa, 25 sierpnia 2010

Poprawczak!

Czy życie w poprawczaku aby na pewno resocjalizuje?
Nie będę owijać w bawełnę...
Mój brat jest w poprawczaku i stąd wiem co tam się dzieje.
Poprawczak rządzi się własnymi prawami...
Jeśli jedna osoba ucieknie to wszyscy mają karę od momentu ucieczki.
Nikt nie opuszcza zakładu sam.
Kieszonkowe dostają tylko w teorii (patrz punkt wyżej)
Mogą zapalić 7 razy dziennie a papierosy są kupowane z kieszonkowego, którego na nic innego nie można właściwie wydać.
Nikt się z nikim nie pierniczy.
Szkoła obowiązuje od poniedziałku do soboty, od września do lipca. W to wchodzą tzw praktyki, które tylko się tak nazywają, gdyż w ich czasie chłopcy normalnie pracują np na stolarni.
Po każdym widzeniu czy przepustce odbywa się rewizja, podczas której trzeba rozebrać się do majtek.
Odwiedziny są tylko w niedzielę.

Tych zasad jest wiele a jeszcze więcej jest niepisanych.

Poprawczak powinien resocjalizować, to fakt nie podlegający dyskusji.
Resocjalizacja to przecież przywracanie do życia społecznego.
Jak zatem ma się to do sytuacji, w której chłopak X po spędzeniu kilku lat w poprawczaku, wychodzi i boi się wejść do sklepu?
Jak ma się to do tego że Ci chłopcy niektórzy po 20-stce nie znają wartości pieniądza?
Nie wiedza czy 3 zł za mleko to dużo...
Jak tu się później dziwić że po opuszczeniu placówki nie wiedzą co z sobą zrobić?
Dostają mieszkanie, idą do szkoły, dostają pracę... Jedzą zupki z paczki, pieniędzy brakuje im zbyt szybko, bo nie umieją rozgospodarować 500zł jakie oferuje im opieka społeczna o iler oczywiście podejmą naukę.
O załatwieniu urzędowych spraw w ogóle nie ma mowy.
Ja nie mówię że są to biedne osoby, nad którymi trzeba się użalać... Nie...
Odpowiadają za własne młodzieńcze czyny...
Przydałby się tu po prostu jakiś projekt usamodzielnienia podczas pobytu w placówce, tak jak dzieje się to w domach dziecka, wychowankowie sami robią zakupy, przygotowują śniadania, kolacje...
Pewna sytuacja zapadła mi w pamięci, gdyż osobiście zainterweniowałam gdy wysłano mojego brata na przepustkę z Raciborza do Świnoujścia jedynie z biletem w kieszeni.
Nie dostał kanapek, picia, pieniędzy... Nie dostał nic...
Gdzie lądują te pieniądze...
Można tylko się domyślać..

wtorek, 24 sierpnia 2010

Odwiedza Cię rodzina? Policz ile Cię to będzie kosztować...

Jestem właśnie w samym środku pewnej sytuacji, która jest zarazem śmieszna i nieprzyjemna///
Otóż 2 braci przyjeżdża do swojej babci...
Chłopcy pomogą, pomalują, wytapetują i co tylko...
Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy jak każdy z nas zaczynają korzystać z tzw mediów...
Czyli dobrodziejstw typu: prąd, woda, gaz...
Babcia mieszka sama więc opłaty ma niewielkie...
Gdy jednak pojawia się ktoś w domu to wiadomo że też musi się wykąpać, zjeść...
Jednak nie przesadzajmy...
Jeśli ktoś zatrzymuje się u nas na kilka dni, nie będzie różnicy w setkach złotych...
Najgorsze jest jednak to, że z takich powodów, ta właśnie babcia mówi własnym wnuczkom że ich już u siebie nie chce, że mają więcej nie przyjeżdżać...
Gdyby ktoś opowiedział mi taką historię to z pewnością powiedziałabym że babcie już tak mają... Marudzą że na nic nie ma, ze są biedne...
Pani babcia jednak różni się od takiej stereotypowej babci...
Chłopcy dużo korzystali z komputera, co było jej głównym zarzutem bo prąd...
Zabawne w tym wszystkim jest to, że gdy jest sama to komputer gaśnie jedynie na czas jej snu...
Przykre jes to, że wszystko przelicza się dziś na pieniądze.
Aby pójść do sklepu i nakupować gier, które jak wiadomo nie są wcale takie tanie, może... A dlaczego?
Dlatego że to dla niej, dla jej przyjemności...
Dopłata do gazu, prądu czy wody... Na to jej nie stać... Dlaczego?
Bo nie ona ją zużyła...
Nie ważne czy mowa o babci, cioci, siostrze czy koleżance...
Dziś nawet wizyty rodziny czy znajomych jak widać przelicza się na pieniądze...
Co gorsza, nawet się tego nie ukrywa...

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po prostu życie...

Jak to się dzieje, ze z momentem ukończenia liceum, pójściem na studia, założeniem rodziny, kupnem mieszkanie, podjęciem pracy, wszystko się zmienia... Nie ma czasu dla znajomych... Od rana praca, trzeba zrobić obiad, posprzątać, wyprać, zjeść i iść spać...
Jeśli szykowaniem obiadu a praniem znajdzie się chwilę, to okazuje się że przyjaciel jest w pracy, gotuje obiad albo ma remont...
Pozostaje rozmowa na gg po 22 bo jest chwila spokoju...
Weekend spędza się z rodziną o ile się oczywiście nie pracuje albo nie jedzie na uczelnię albo jest się tak wykończonym tygodniem że nie ma sił wstać z łóżka...
Pracować niestety trzeba... Rachunki, potrzeby codzienne...
Bez pracy się nie da, z nią właściwie nie istnieje życie towarzyskie...
Nie ma wakacji...
Faktycznie, zapomniałam, jest urlop... Co z tego, że jest...
Jak jest urlop to jest czas na remont, naprawienie kranu...
Pojechać się nigdzie nie pojedzie, bo to kosztuje, coraz więcej swoją drogą...
Tak...
Kiedyś z pewnością bym nawet nie pomyślała, że kiedy tak powiem, że będę tak uważać...
Życie licealisty jest wieeelką sielanką:):)

wtorek, 3 sierpnia 2010

...rozdzielanie rodzeństw...

Jak mnie to denerwuje...
"ROBIMY WSZYSTKO ABY NIE ROZDZIELAĆ RODZEŃSTW"
GÓWNO PRAWDA...
w RZECZYWISTOŚCI JEST TAK, ŻE NIKT NIKOGO NIE PYTA CZY MU TO PASUJE, CZY TAK CHCE, A MOŻE INACZEJ...
CHŁOPAK JEST JUŻ 3 LATA W RODZINIE ADOPCYJNEJ... DZIŚ MA 11 LAT. NIE WIE NIC O RODZEŃSTWIE, CO SIĘ Z NIMI DZIEJE... ONI TEŻ NIC NIE WIEDZA... DLACZEGO?
BO CHŁOPAK JEST W ADOPCJI A NIE W RODZINIE ZASTĘPCZEJ, CO STANOWI OGROMNĄ RÓŻNICĘ, KTÓRA POLEGA NA TYM, ŻE cI LUDZIE, KTÓRZY UWAŻAJĄ SIĘ ZA DOBRYCH RODZICÓW POSTANOWILI ŻE NIE POZWOLĄ NA KONTAKTY Z RODZEŃSTWEM...
Oni nazywają się dobrymi rodzicami?
3 lata bez znaku żcie z żadnej strony...
Nie wiedzą gdzie mieszka, jaka jest ta rodzina, czy jest mu tam dobrze... Nic...
Nikt z tym nic nie robi... O takich rzeczach słyszy się przecież tylko w tv...
Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, co dzieje się tuż obok nas.. Za naszą ścianą, gdy my śpimy spokojnie...

wtorek, 20 lipca 2010

Wiara, to wydatek!!!

Niestety te dwa pojęcia bardzo mi się z sobą wiążą...
W kościele bierze się pieniądze właściwie za wszystko...
Komunia? Chrzciny? Ślub? Rocznica? Urodziny? Intencja?
Nie ma sprawy... Tylko zapłać ile się należy...
To, ile się należy kryje się pod CO ŁASKA...
CO ŁASKA ALE PINCET SIĘ NALEŻY
Bardzo szanuję kościół jako miejsce, jednak jako instytucję... Tu już jest gorzej...
Wiem że to nie jest tak, że każdy ksiądz chce trzepać kasę na tym BIZNESIE...
Bo jakby nie patrzeć zrobił się z tego biznes i to niemały...
Dziś w kościołach są cenniki.
Za komunię tyle, za chrzciny tyle, za ślub tyle...
Za ślub musiałabym zapłacić księdzu 400zł...
2 lata temu było taniej...
Widocznie stwierdzili że skoro chcę wziąć ślub to zapłacę ile zaśpiewają...
Gdy już pojawię się na mszy co zdarza się rzadko, tu mam swoje zdanie ale to osobna sprawa, nigdy nie daję pieniędzy...
Dlaczego ja mam się dokładać do nowego auta proboszcza?
Zawsze na potrzeby kościoła, na remont... 3 lata zbierają na remont a nic się nie dzieje. I co? Gdzie ta kasa?
Jak widzę te babinki oddające swoje ostatnie grosze na kościół... Ehh
Szkoda gadać...
Rydzyk to zupełnie inna spraaawa...
Ten to nieźle kombinuje.
Takie rzeczy opowiadać... A wierzyć w nie, znów inna sprawa...
Manipulacja przede wszystkim...
Tak samo jest z przyjmowaniem kolędy w domu...
Czekają na te koperty jak sępy...
A jak nie mam?
Albo nie przyjąć albo przyjąć i czekać aż za rok dam ominie moje mieszkanie...
4Pieniądze, pieniądze...
Zawładnęły światem w każdej sferze życia...
Niestety...

środa, 7 lipca 2010

BIERZ ŚLUB... BO INNI TAK CHCĄ!!!

Bardzo często spotykam się dziś z pewnym zjawiskiem...
Każdy z nas ma prawo do zawierania związków czy to formalnych czy nieformalnych...
Jesteśmy przecież wolnymi ludźmi...
Jednak często presja otoczenia jest tak silna że robimy coś wbrew sobie...
A mianowicie bierzemy ślub... BO?? Bo jest ciąża...
Niektórym wydaje się że jak wezmą ślub to dziecko będzie ślubne... Moim zdaniem to nic nie zmienia, dziecko itak jest nieślubne, ja pojmuję to w ten sposób że ślubne dziecko jest wtedy, gdy zostaje poczęte PO zawarciu związku małżeńskiego.
Inni zaś biorą ślub BO TAK CHCĄ RODZICE... Co dla mnie jest kompletnie niezrozumiałe...
Rodzice potrafią wykorzystywać to że dzieci są do nich przywiązane, być może licza na ich pomoc, mieszkają z nimi... Różnie bywa... Jednak z pewnością nie jest to dobry pomysł bo często prowadzi do rozwodu lub innej tragedii...
Mam tu bardzo poruszający przykład.
Blok na przeciwko... 8 piętro, poniedziałek.
Wprowadza się młoda para, która zaledwie w sobotę wzięła ślub...
Układ bloków jest taki że moje okna wychodzą na ich balkon.
Dziewczyna rzuciła się z balkonu z 8 piętra...
Jak się później okazało była w ciąży, do ślubu zmusili ją rodzice... Zrobiła to zaraz po wujściu matki, która wracała już do siebie po ślubie...
No i po co to??
Po co marnowac komuś życie?
Co innych interesuje czy Ci ludzie są po ślubie czy żyją jak to się mówi na kocią łapę?
Dlaczego nie zajmiemy się własnymi sprawami i zmartwieniami?
To ich życie...
Oni decydują...
Nie wiem co w tym złego...
Nie można mieć kontroli nad całym światem...
Niech każdy żyje jak chce...
Niby dla dobra dziecka... Jakie to dobro dziecka?
Albo będzie przechodzić przez rozwód rodziców, albo będzie świadkiem wiecznych awantur,
Co jest złego w nieformalnych związkach jeśli takiej parze to odpowiada?
Moja znajoma ma 2 dzieci jest już ponad 15 lat w związku nieformalnym i jest dobrze...

wtorek, 6 lipca 2010

kredyty...

Nie no coś tu kurcze jest nie tego....
Młode małżeństwo chce kupić mieszkanie, jest program rządowy RODZINA NA SWOIM...
Który ma być pomocny, ułatwić i takie tam...
Nie dość że bierzesz kredyt na cholerne 30 lat spłacisz im dwa razy tyle to jeszcze aby w ogóle dostać kredyt kupić mieszkanie... Musisz mieć 10 tysięcy...
No cos tu chyba jest nie tak...
Formalności w banku to jakiś tysiąc oczywiście po to by uruchomili kredyt...
Pan Notariusz bierze ponad 4 tysiące... Bez komentarza...
Aby było bezpieczniej kozysta się z biura nieruchomości, nikt przecież nie chce kupić mieszkania, które jest nie daj Boże zadłużone, no wiec za bezpieczeństwo i sprawność działań trzeba zapłacić kolejne 5 tysięcy...
Jeszcze oczywiście wkład własny, jeśli nie masz wkładu własnego to bank weźmie kolejne 6stówek za to że go nie masz...
Paranoja jakaś...
Zdzierają kase z ludzi niesamowicie...

poniedziałek, 5 lipca 2010

...

Faktycznie przyszły zmiany...
Matka będąc z ojcem nigdy nie piła... No może okazyjnie...
Gdy poznała Piotra, wszystko się zmieniło...
Wreszcie czuła się kochana, dostrzegana, doceniana, szanowana...
Niestety jej szczęście odbiło się na dzieciach...
Dzieciaki najbardziej szczęśliwe były gdy ojciec był w więzieniu a mama nikogo nie miała... Był spokój nikt nie cierpiał, matka poświęcała im cały czas, w domu nie było awantur...
Jednak ona... Piotr odmienił jej życie... Odmienił życie ich wszystkich...
Matka zaczęła z nim pić...
Niestety ostro pić...
Nie raz trzeba było zbierać ją bezwładną z podłogi, często półnagą...
Przestała robić cokolwiek...
Nie sprzatała, nie gotowała... Nic...
Wiecznie była pijana, czasem nieprzytomna...
Najstarsza córka miała 12lat i miała jeszcze 5-cioro rodzeństwa...
Zajęła się wszystkim. Były wakacje więc poświęcała cały dzień na czynności domowe... Nie biegała po dworze z rówieśnikami... Gotowała, prała, sprzatała, kąpała, ubierała, ścieliła, myła, pilnowała....
Aż trudno uwierzyć...
Jednak to wszystko jest prawda... To nie jest jakaś wena literacka...
To jest życie...

piątek, 2 lipca 2010

WUJEK

No tak... Wszystko to prawda...
Tylko co powiecie kiedy ta sama kobieta zostawia swoje dzieci (powiedzmy że ma ich 6) z tym że ojcem?
Nie odpowiedzialnym alkoholikiem, kryminalistą, katem uważającym się za wiecznego kawalera??
No własnie...
Tak... 13lat małżeństwa, poświęceń...
Tylko jakoś musiało się to zacząć...
Nie wziął się facet znikąd przecież...
Gdy On był w więzieniu po raz kolejny zresztą... Poznała męzczyznę...
Nikt jej nie zabroni, nikt jej nie ocenia... Zwłaszcza że wydaje się że facet jest w miarę ok...
Dla dzieci jest to kolejny cios...
Facet mieszka piętro nad nimi z żoną i 2 dzieci...
Zostawia ich i wprowadza się do owej kobiety...
I jak teraz spojrzeć w oczy kolegom?
Dzieci pewnych spraw nie rozumieją...
Obwiniają się wzajemnie o sprawy, o których nie mają pojęcia, które dla nich są winą kolegi, który zresztą w momencie przestaje być kolegą...
Nie jest to jej pierwszy facet, ale pierwszy tak na poważnie...
Dzieciaki już musiały się przyzwyczajać do nowego WUJKA... Więc nie jest to dla nich nowość... Ale to???
To chyba zbyt wiele...
No więc zamieszkał z nimi...
I nadeszły zmiany...
Czy na lepsze? hmmm
TO SIĘ OKAŻE...!

środa, 30 czerwca 2010

Miłość????

Czasem wraca do mnie pewna myśl, pytanie...
Dlaczego niektóre kobiety trwają w patologicznych związkach, które zawywają miłością, mimo że owy związek to tylko przemoc, alkohol, wyzwiska, gwałty, zdrady...
Tak naprawdę zastanawiam się nad tym od dziecka...
Może mi nie uwierzycie ale już jako 8-latka wiedziałam na tyle o obowiązującym prawie że namawiałam matkę do rozwodu, do oskarżenia o znęcanie się...
Ale tu nie o mnie idzie i moje życie...
Chodzi o te wszystkie kobiety, które poświęcają życie takim draniom...
KOCHAJĄ ICH...
Wiadomo, miłość nie wybiera, ale czasem trzeba zagłuszyć serce rozumem...
Nie każda miłosć jest dobra...
Każdy z nas o tym wie...
Najgorsze w tym wszystkim jest to że taka kobieta jest przekonana że na to zasługuje, że nic lepszego w życiu nie mogło jej spotkać...
Poświęca poniekąd własne dzieci... Fakt jest to ich ojciec ale... Można inaczej, można tak by dzieci w przyszłości nie miały takiego obrazu rodziny, nie budziły się w nocy z powodu koszmarów, zadziwiająco przypominających te z dzieciństwa...
Każdy dzień jest niby taki sam a jednak inny...
Strach..
W jakim stanie dziś wróci pan i władca?
Czego tym razem będzie oczekiwał?
Jak mocno pobije?
Za co dziś pobije?
Rzuca mięsem, oskarżeniami o zdrady, co jest śmieszne bo właśnie wraca od kochanki...
Taka kobieta doskonale o tym wie...
Wciąż kocha...
Wybacza wszystko...
Na ulicy znają ją tylko jako panią w ciemnych okularach, bo przeciez nie pokaże tych sińców...
Pudry, fluidy... Nic nie pomoze... Widać dziś miał ważny powód...
Kolejny problem pieniądze...
On do pracy nie pójdzie, pfff...
Utrzymują się z pieniędzy z opieki społecznej, z tego co dostaną...
Większość oczywiście zostaje w barach...
Mając sześcioro głodnych dzieci, kobieta nie ma wyjścia...
Staje sie mistrzem kradzieży jedzenia w sklepach, co gorsza wykorzystuje do pomocy dzieci...
NO BO PRZECIEŻ ONA GO KOCHA...
Jak nie pije nie jest taki zły...
Nie jest zły... Przesiedział pół życia dzięki czemu powinien mieć zameldowanie w zakładzie karnym, ale nie jest zły...
LUDZIE SIĘ PRZECIEŻ ZMIENIAJĄ...
Za każdym razem mówi że się zmienił, choć niestety nie trwa to zbyt długo...
Ona zawsze wierzy, zawsze ulega i zawsze ma to samo...
Zabiera dzieci z samego rana i ucieka przed nim, do życzliwych osób...
Wczoraj znów pił, bił, pobiegła zadzwonić po policję...
Wiedziała że nie jest to dobry pomysł... Ale dzieci...
Dziś musi uciekać... Na jak długo?
Wie że on ją dopadnie... Że wróci, ze znajdzie...
A ona wybaczy...
Strach.....

wtorek, 29 czerwca 2010

Ojoj...

Mieszkanie z teściami to... Najprościej rzecz biorąc, po prostu nie najlepszy pomysł...
Choćby nie wiem jak byli fajni, sympatyczni i nie wiadomo jacy jeszcze...
Niestety wiem co mówię...
Mieszkam z teściami, od pół roku i gdyby nie to że musimy wytrzymać z sobą jeszcze góra miesiąc to nie wiem jakby się to skończyło...
Sytuacja w domu rodziców (teściów) jest o tyle niefajna że pewnego dnia po prostu zaczynacie się wzajemnie irytować...
Odkąd tu mieszkam nie wolno mi robić praktycznie nic... Jakbym była w wiecznej ciąży...
Nie mogę posprzątać poza pokojem własnym oczywiście, w łazience tez nic nie zrobię poza spłukaniem po sobie wanny, o gotowaniu to już w ogóle można zapomnieć...
Niestety jakby na to nie patrzeć nie jestem u siebie...
Odezwać się nie odezwę, choć normalnie pewnie bym to zrobiła, jednak w tej sytuacji...
Nie chcę się kłócić przede wszystkim ze względy na męża... Poza tym lepiej wytrzymać jeszcze miesiąc i wyprowadzić się w zgodzie z uśmiechem i odwiedzać się raz na jakiś czas...
Na początku wszystko0 jest ok, bynajmniej tak się wydaje...
Ja się krępowałam, w kuchni byłam tylko wtedy kiedy musiałam...
No ale przecież pół roku to kupa czasu na oswojenie się...
Dziś nawet o tym nie myślę...
A teściowa się irytuje, choć oczywiście mi tego nie powie...
Syn jej się ożenił, teraz już nie mamusia... Rozumiem...
Teściu chce wszystko wiedzieć...
Sama chodzę poirytowana...
Chciałabym czasem zasnąć i obudzić się za miesiąc:)
Nie jest łatwo ale chyba jeszcze z sobą wytrzymamy:)
Napewno...:)

niedziela, 27 czerwca 2010

Kłótnie, zgody:)

Nikt z nas nie lubi konfliktów... Wiadomo...
Jednak bez nich wcale nie byłoby tak fajnie...
Gdybyśmy w każdej kwestii byli zgodni, zawsze w dobrym nastroju, zawsze uśmiechnięci, świat byłby strasznie nudny...
Najbardziej tyczy się to związków że tak powiem długodystansowych:)
Wyobraźcie sobie że nigdy się nie kłócicie, jesteście IDEALNĄ parą... Ja nawet sobie tego nie wyobrażam...
Czasem kłótnie są zdrowe... Oczywiście wszystko w granicy rozsądku, bo jeśli tylko się kłócicie to coś jest nie tak w drugą stronę...
Przecież tak naprawdę kłócimy się by się pogodzić a wiadomo że godzenie się jest fajne a nawet najlepsze:)
Oby po każdej kłótni nadchodziła chwila pogodzenia się...:)

wtorek, 22 czerwca 2010

:)

Nowa droga... Nowe życie...
Małżeństwo to dziś wielkie wyzwanie...
Niektórzy twierdzą ze człowiek nie jest stworzony do monogamii inni że w każdym z nas drzemie homoseksualista i tak co człowiek to coś innego:)
Szanuję wszystkie poglądy ale mam i swoje...
Właśnie wyszłam za mąż i bardzo się z tego cieszę.
Tak naprawdę na chwilę obecną nie czuję różnicy... Nooo może poza zmianą nazwiska:)
Często ludzie mówią ze ślub jest niepotrzebny, po co, na co, tylko utrudnienia przy rozstaniu...
Dla mnie to bardzo ważne...
Piękny jest widok starszej pary w parku, który mimo problemów z chodzeniem trzymają się za rękę, pod rękę, uśmiechają, rozmawiają, tacy ludzie są dowodem na to że można...
Można być całe życie z jedną osobą kochać ją, razem przejść przez życie i to co ono z sobą niesie...
Oczywiste jest że nie każdemu się udaje a powody są już różne...
Faktycznie jest to nie lada wyzwanie...
Życie z jedną osobą, poświęcenia, cierpliwość, kompromisy:)
Mimo wszystko myślę że warto choć jestem nowicjuszką...
Często jest tak że ludzie się poddają, oddalają od siebie, gubią gdzieś w pośpiechu, przestają się starać, przestają rozmawiać...
Jednak wcale tak nie musi być... Trzeba chcieć i włożyć w to serce i wysiłek:)

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Dar...

Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.

Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.
Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radością.
Ronald Russell


Mądre i pouczające słowa...
Do tej pory nie mówiłam o sobie więc może czas zacząć:)
Wiem że poniekąd wracam do tematu ale jest on mi bardzo bliski...
Staram się o dziecko od pół roku...
Przeżywam to każdego dnia, kupuję testy z nadzieją że dziś będą dwie kreseczki, chodzę do lekarza z nadzieja ze powie że się udało że test się pomylił, jakie to piękne ale i okrutne...
Dlatego strasznie męczą mnie tragedie dzieci...
Sama byłam w domu dziecka i wiem... Nie jest to najwspanialsze doświadczenie...
Tak bardzo chciałabym je wszystkie zabrać, dać miłość, ciepło, to wszystko czego rodzice nie mogli z różnych powodów...
Większość gdzieś się zagubiła, straciła kontrolę nad życiem, nad piciem...
Niestety większość rodziców takich dzieci ma inne priorytety niż wychowywanie dziecka... Tania wódka z mety, jest wszystkim co im potrzebne do egzystowania... Cała reszta?... Nic ważnego...
Ci ludzie nawet nie wiedza jak bardzo potrafią krzywdzić....
Przywieźli kiedyś braci... 2 i 4 lata.. Nie umieli powiedzieć nic prócz przekleństw oczywiście...
Zdarzają się tacy, którzy chcą wszystko naprawić... Odwiedzają dziecko raz, kolejny, jeszcze jeden i cisza... Dziecko czeka, wpatrując się w okno...Nie ma... Jeśli taki rodzic już nie wraca, to lepiej dla dziecka...
Jak ma pokazać się tylko jak przypomni sobie że ma dziecko (co najczęściej następuje po wypiciu) to lepiej by go nie było... By dziecko skupiło się na sobie, by wyleczyło swoją psychikę, odzyskało równowagę, którą tacy ludzie potrafią zniszczyć...
Temat dla mnie nie do wyczerpania, budzi we mnie ogromne emocje, towarzyszy każdego dnia...

Dziecko to najwspanialszy dar od Boga, jednak... Nie każdy szanuje Boga i jego dary...

niedziela, 6 czerwca 2010

zła i wściekła....

Jestem osobą wygadaną, szczerą i poprostu zawsze mówię co myślę...
Niestety, są tacy, którzy zamiast powiedzieć w prost o co chodzi, co do Ciebie mają idą i mówią znajomym, co goesza jesli się pokłócicie powiedzą inną wersję, taką, która jest na ich korzyść...
No i dowiadujesz się o tym i chcesz wyjaśnić ale niieee.... Tak ludziom opowiadali swoją wersję ze masz wrażenie że sami już w to wierzą...
Mówię to bo właśnie miala taką sytuację... Długo by tu opowiadać... Głównie chodzi o to że kiedyś się pokłóciliśmy bo ja nie cierpię towarzystwa pijanych ludzi, potem się pogodziliśmy sprawa została nie wyjaśniona... Co bardzo mi niee odpowiada ło bo wiedziałam że jak się nie wyjaśni pewnych rzeczy to one wrócą...
Miałam rację... Na imprezie wszedł taki temat i coś tam powiedziała jak to ja bo mam jęzor jak nie wiem...
Taka jestem, ale czasem lepiej się zamknąć...
Kłótnia była z kuzynem mojego narzeczonego, dlatego mogłam się nie odywać... Oni od dziecka się lubią, teraz nie gadają bo ja musiałam coś powiedzieć... Miałam rację ale ważniejszy jest dla mnie Krzysiek... Nie powie mi tego ale mu przykro...
Teraz co... Kuzyn wielce obrażony bo prawda boli i okazuje się że postanowił mnie ukarać nie przychodząc na nasz ślub, za 2 tygodnie...
Oczywiścnie nei dowiedziałabym się o tym, gdybyśmy sami nie zadzwonili zapytać...
Nie rozumiem tego, dlaczego tak sobie wzajemnie ludzie utrudniają...
Chciałam się umówić i wszystko wyjasnić ale on nie chciał no to przecież nie będe się prosiła i przepraszała...
Po prostu czasem lepiej się zamknąć i nie mówić tego co się myśli, choć dla mnie jest to nie lada wyzwanie....
Jeśli postanowił nie przyj ść to świadczy tylko o nim... Ważniejsze sa kłótnie własna duma niż kuzyn, z którym kumpluje się od piaskownicy...
Jestem wściekła....

piątek, 4 czerwca 2010

...

Zastanawiałam sie o czym napisać, wiele jest tematów do poruszenia...
Stanęłam przy oknie i w zamyśleniu obserwowałam... Mój wzrok przykuł pewnien człowiek z wózkiem grzebiący w śmieciach... Przykra sprawa, choć są tacy, którzy robią to o dziwo z wyboru...
Jak tak na niego patrzyłam, zaczęłam się zastanawiać kim jest... Utrzymuje z tego rodzinę? Czy w ogóle ją ma? Zbiera na alkohol? Jest wykształcony czy może nie chciało mu się uczyć?
Przypomniał mi się mój kuzyn, buntownik (taki wiek) twierdzi że jak nie zda to pójdzie po śmietnikach puszek szukać... Naiwny... Prawda jest taka że nawet wolnego śmietnika w mieście nie ma... Dla jednych to śmieszne dla innych dziwne ale niestety tak jest...
Wiele razy widziałam jak traktuje się takich ludzi, a przecież nie nam ich oceniać... Przecież to wcale nie musi być zła osoba...
Niestety stereotym mówi że jest to pijak, zbiera na alkohol jest głupi, tępy i w ogóle lepiej nie podchodzić...
Jest u mnie w mieście taka rodzina, fakt jak po nich sie jedzie windą to... Coś strasznego po prostu...
Ale mają mieszkanie, kobieta pracuje, mają dzieci, nie wystarcza pieniędzy, on nie ma pracy bo nie ma wykształcenia, więc zbiera co się da...
Wnioski nasuwają się same...
Pochopną oceną możemy tylko kogoś skrzywdzić...

wtorek, 1 czerwca 2010

co z tym światem...

Świat wariuje...
Niestety nie od dziś...
Policja zabija czarnoskurego handlarza lewymi butami, facet zabija sędziów bo nie podobał mu się wyrok w sprawie rozdzielności majątkowej po czym popełnia samobójstwo, nożownik napada na dzieci w szkole a szesnastolatka okrada ludzi przez internet...
Przykładami takich spraw, tragedii mogłabym zapełnić całego bloga...
Ludzie decydują o życiu innych, tak łatwo jest przecież odebrać życie...
Niestety takie przestępstwa stają się codziennością...
Czytasz w gazecie o tym że jakiś kibol napadł na przechodnia i pobił go śmiertelnie, co myślisz? "No znów".. To dzieje się tak często że czasem mam wrażenie że wrażliwość ludzka została uśpiona...
I nasówa się temat kary dla zbrodniarzy...
Osobiście jestem zdania że kara śmierci nie jest dobrym pomysłem.
Ktoś kto zabił, powinien spędzić w więzieniu resztę życia ale...
I tu jest to ale. Nie w takim więzieniu jakie jest w Polsce bo to przeciez jest śmiech na sali...
Telewizorek, papieroski, konsola, rozrywki, kto za to płaci? Chyba nie trzeba nawet mówić...
Jestem zdania że powinno się takiego zamknąć w celi, dawać chleb, wodę, to co do życia najpotrzebniejsze... Nawet jesli jest najmniej wrażliwa osobą na ziemi, nawet jeśli nie ma sumienia, choćby po latach ale pojawią się myśli, wyrzuty, a wydaje mi się że nie ma nic gorszego jak musieć żyć z tym co sie zrobiło nie tylko tej osobie, cokolwiek by nie zrobiła niewinnej bo nie ma takiej rzeczy za która można by zabić, nie do nas należny decydowanie o tym kiedy kto umiera. Pomysli kiedyś o rodzinie nieżyjącego, o krzywdzie jaką im wyrządził, o własnej rodzinie, której nikt nie chce znać, która musi żyć z tym że ma brata, syna, męża zbrodniarza, zabójcę...
Kara śmierci moim zdaniem to całkiem zaprzeczające sobie dwa słowa...
Jak możemy zabić kogoś za to że o zabił, w takim razie sami popełniamy przestępstwo... Nic nie może byc usprawiedliwieniem do zabicia człowieka. Tak więc jak można za przestępstwo karać przestępstwem, którego świadomie i z premedytacją się dokonuje.
Zawinił... Bez dyskusji, ale śmierć jest łatwiejsza niż życie z tym co się zrobiło...

Strasznie się rozpisałam, ale jak mnie coś tak strasznie denerwuje to mówię i mówię a tu pisze:)

poniedziałek, 31 maja 2010

Zaduma...

Czasem zatrzymuje się....
By popatrzeć...
Życie tak różnie się układa, tak się zmienia, w jednej chwili potrafi wszystko zmienić, w obie strony...
Jednym odbiera wzrok, innym oddaje...
Człowiek jest taki przyziemny...
Nie dziwię się że nie ma kto czytać tego co tu piszę, bo kto teraz się zajmuje rozmyślaniem i dyskusja...
Nie ma czasu...
Na nic nie ma czasu, aż pewnego dnia taki człowiek budzi się z palcem w nocniku...Co z tego że zarobił ponad to czego potrzebuje? Że ma kasę, super willę, skoro jest w niej sam?
Nie ma nikogo, przyjaciół, znajomych... Rodziny nie zdążył założyć bo zawsze ważniejsza praca, kasa...
Byle mieć...
Czasem wydaje mi się że kalectwo jest błogosławieństwem... Następuje zatrzymanie, przemyślenia, refleksja...
Coś czym niestety nie każdy moze się pochwalić...
Niektórzy nawet nie wiedzą co to znaczy...
Szkoda...
Dokąd nas to zaprowadzi...

czwartek, 27 maja 2010

przez złość....

Deszcz pada...
Wydawać by się mogło że to nad ludzką głupotą tak płacze niebo, zanosząc się łzami...
Jak to jest, że im więcej ktoś ma tym więcej chce mieć...?
Dlaczego doceniamy coś, dopiero po utracie tego...?
Tu dochodzę wreszcie do czegoś co irytuje mnie najbardziej...
Dlaczego Ci, którzy pragną mieć dziecko, muszą starać się latami, tyle cierpieć, czekać, miec nadzieję... A Ci, dla których dziecko jest karą, i ostatnią myślą na jaką by wpadli tak łatwo je mają, tak łatwo je krzywdzą, mimo że mogą zostawić dzieciątko w szpitalu, dla tych, którzy niczego nie pragną bardziej, zabijają je, zostawiają pod śmietnikiem, wreszcie zabierają do domu i niszczą życie...
Świat nie jest sprawiedliwy, nigdy taki nie był i niestety nie będzie...
Życie daje po tyłku solidnie...