wtorek, 20 lipca 2010

Wiara, to wydatek!!!

Niestety te dwa pojęcia bardzo mi się z sobą wiążą...
W kościele bierze się pieniądze właściwie za wszystko...
Komunia? Chrzciny? Ślub? Rocznica? Urodziny? Intencja?
Nie ma sprawy... Tylko zapłać ile się należy...
To, ile się należy kryje się pod CO ŁASKA...
CO ŁASKA ALE PINCET SIĘ NALEŻY
Bardzo szanuję kościół jako miejsce, jednak jako instytucję... Tu już jest gorzej...
Wiem że to nie jest tak, że każdy ksiądz chce trzepać kasę na tym BIZNESIE...
Bo jakby nie patrzeć zrobił się z tego biznes i to niemały...
Dziś w kościołach są cenniki.
Za komunię tyle, za chrzciny tyle, za ślub tyle...
Za ślub musiałabym zapłacić księdzu 400zł...
2 lata temu było taniej...
Widocznie stwierdzili że skoro chcę wziąć ślub to zapłacę ile zaśpiewają...
Gdy już pojawię się na mszy co zdarza się rzadko, tu mam swoje zdanie ale to osobna sprawa, nigdy nie daję pieniędzy...
Dlaczego ja mam się dokładać do nowego auta proboszcza?
Zawsze na potrzeby kościoła, na remont... 3 lata zbierają na remont a nic się nie dzieje. I co? Gdzie ta kasa?
Jak widzę te babinki oddające swoje ostatnie grosze na kościół... Ehh
Szkoda gadać...
Rydzyk to zupełnie inna spraaawa...
Ten to nieźle kombinuje.
Takie rzeczy opowiadać... A wierzyć w nie, znów inna sprawa...
Manipulacja przede wszystkim...
Tak samo jest z przyjmowaniem kolędy w domu...
Czekają na te koperty jak sępy...
A jak nie mam?
Albo nie przyjąć albo przyjąć i czekać aż za rok dam ominie moje mieszkanie...
4Pieniądze, pieniądze...
Zawładnęły światem w każdej sferze życia...
Niestety...

środa, 7 lipca 2010

BIERZ ŚLUB... BO INNI TAK CHCĄ!!!

Bardzo często spotykam się dziś z pewnym zjawiskiem...
Każdy z nas ma prawo do zawierania związków czy to formalnych czy nieformalnych...
Jesteśmy przecież wolnymi ludźmi...
Jednak często presja otoczenia jest tak silna że robimy coś wbrew sobie...
A mianowicie bierzemy ślub... BO?? Bo jest ciąża...
Niektórym wydaje się że jak wezmą ślub to dziecko będzie ślubne... Moim zdaniem to nic nie zmienia, dziecko itak jest nieślubne, ja pojmuję to w ten sposób że ślubne dziecko jest wtedy, gdy zostaje poczęte PO zawarciu związku małżeńskiego.
Inni zaś biorą ślub BO TAK CHCĄ RODZICE... Co dla mnie jest kompletnie niezrozumiałe...
Rodzice potrafią wykorzystywać to że dzieci są do nich przywiązane, być może licza na ich pomoc, mieszkają z nimi... Różnie bywa... Jednak z pewnością nie jest to dobry pomysł bo często prowadzi do rozwodu lub innej tragedii...
Mam tu bardzo poruszający przykład.
Blok na przeciwko... 8 piętro, poniedziałek.
Wprowadza się młoda para, która zaledwie w sobotę wzięła ślub...
Układ bloków jest taki że moje okna wychodzą na ich balkon.
Dziewczyna rzuciła się z balkonu z 8 piętra...
Jak się później okazało była w ciąży, do ślubu zmusili ją rodzice... Zrobiła to zaraz po wujściu matki, która wracała już do siebie po ślubie...
No i po co to??
Po co marnowac komuś życie?
Co innych interesuje czy Ci ludzie są po ślubie czy żyją jak to się mówi na kocią łapę?
Dlaczego nie zajmiemy się własnymi sprawami i zmartwieniami?
To ich życie...
Oni decydują...
Nie wiem co w tym złego...
Nie można mieć kontroli nad całym światem...
Niech każdy żyje jak chce...
Niby dla dobra dziecka... Jakie to dobro dziecka?
Albo będzie przechodzić przez rozwód rodziców, albo będzie świadkiem wiecznych awantur,
Co jest złego w nieformalnych związkach jeśli takiej parze to odpowiada?
Moja znajoma ma 2 dzieci jest już ponad 15 lat w związku nieformalnym i jest dobrze...

wtorek, 6 lipca 2010

kredyty...

Nie no coś tu kurcze jest nie tego....
Młode małżeństwo chce kupić mieszkanie, jest program rządowy RODZINA NA SWOIM...
Który ma być pomocny, ułatwić i takie tam...
Nie dość że bierzesz kredyt na cholerne 30 lat spłacisz im dwa razy tyle to jeszcze aby w ogóle dostać kredyt kupić mieszkanie... Musisz mieć 10 tysięcy...
No cos tu chyba jest nie tak...
Formalności w banku to jakiś tysiąc oczywiście po to by uruchomili kredyt...
Pan Notariusz bierze ponad 4 tysiące... Bez komentarza...
Aby było bezpieczniej kozysta się z biura nieruchomości, nikt przecież nie chce kupić mieszkania, które jest nie daj Boże zadłużone, no wiec za bezpieczeństwo i sprawność działań trzeba zapłacić kolejne 5 tysięcy...
Jeszcze oczywiście wkład własny, jeśli nie masz wkładu własnego to bank weźmie kolejne 6stówek za to że go nie masz...
Paranoja jakaś...
Zdzierają kase z ludzi niesamowicie...

poniedziałek, 5 lipca 2010

...

Faktycznie przyszły zmiany...
Matka będąc z ojcem nigdy nie piła... No może okazyjnie...
Gdy poznała Piotra, wszystko się zmieniło...
Wreszcie czuła się kochana, dostrzegana, doceniana, szanowana...
Niestety jej szczęście odbiło się na dzieciach...
Dzieciaki najbardziej szczęśliwe były gdy ojciec był w więzieniu a mama nikogo nie miała... Był spokój nikt nie cierpiał, matka poświęcała im cały czas, w domu nie było awantur...
Jednak ona... Piotr odmienił jej życie... Odmienił życie ich wszystkich...
Matka zaczęła z nim pić...
Niestety ostro pić...
Nie raz trzeba było zbierać ją bezwładną z podłogi, często półnagą...
Przestała robić cokolwiek...
Nie sprzatała, nie gotowała... Nic...
Wiecznie była pijana, czasem nieprzytomna...
Najstarsza córka miała 12lat i miała jeszcze 5-cioro rodzeństwa...
Zajęła się wszystkim. Były wakacje więc poświęcała cały dzień na czynności domowe... Nie biegała po dworze z rówieśnikami... Gotowała, prała, sprzatała, kąpała, ubierała, ścieliła, myła, pilnowała....
Aż trudno uwierzyć...
Jednak to wszystko jest prawda... To nie jest jakaś wena literacka...
To jest życie...

piątek, 2 lipca 2010

WUJEK

No tak... Wszystko to prawda...
Tylko co powiecie kiedy ta sama kobieta zostawia swoje dzieci (powiedzmy że ma ich 6) z tym że ojcem?
Nie odpowiedzialnym alkoholikiem, kryminalistą, katem uważającym się za wiecznego kawalera??
No własnie...
Tak... 13lat małżeństwa, poświęceń...
Tylko jakoś musiało się to zacząć...
Nie wziął się facet znikąd przecież...
Gdy On był w więzieniu po raz kolejny zresztą... Poznała męzczyznę...
Nikt jej nie zabroni, nikt jej nie ocenia... Zwłaszcza że wydaje się że facet jest w miarę ok...
Dla dzieci jest to kolejny cios...
Facet mieszka piętro nad nimi z żoną i 2 dzieci...
Zostawia ich i wprowadza się do owej kobiety...
I jak teraz spojrzeć w oczy kolegom?
Dzieci pewnych spraw nie rozumieją...
Obwiniają się wzajemnie o sprawy, o których nie mają pojęcia, które dla nich są winą kolegi, który zresztą w momencie przestaje być kolegą...
Nie jest to jej pierwszy facet, ale pierwszy tak na poważnie...
Dzieciaki już musiały się przyzwyczajać do nowego WUJKA... Więc nie jest to dla nich nowość... Ale to???
To chyba zbyt wiele...
No więc zamieszkał z nimi...
I nadeszły zmiany...
Czy na lepsze? hmmm
TO SIĘ OKAŻE...!