środa, 25 sierpnia 2010

Poprawczak!

Czy życie w poprawczaku aby na pewno resocjalizuje?
Nie będę owijać w bawełnę...
Mój brat jest w poprawczaku i stąd wiem co tam się dzieje.
Poprawczak rządzi się własnymi prawami...
Jeśli jedna osoba ucieknie to wszyscy mają karę od momentu ucieczki.
Nikt nie opuszcza zakładu sam.
Kieszonkowe dostają tylko w teorii (patrz punkt wyżej)
Mogą zapalić 7 razy dziennie a papierosy są kupowane z kieszonkowego, którego na nic innego nie można właściwie wydać.
Nikt się z nikim nie pierniczy.
Szkoła obowiązuje od poniedziałku do soboty, od września do lipca. W to wchodzą tzw praktyki, które tylko się tak nazywają, gdyż w ich czasie chłopcy normalnie pracują np na stolarni.
Po każdym widzeniu czy przepustce odbywa się rewizja, podczas której trzeba rozebrać się do majtek.
Odwiedziny są tylko w niedzielę.

Tych zasad jest wiele a jeszcze więcej jest niepisanych.

Poprawczak powinien resocjalizować, to fakt nie podlegający dyskusji.
Resocjalizacja to przecież przywracanie do życia społecznego.
Jak zatem ma się to do sytuacji, w której chłopak X po spędzeniu kilku lat w poprawczaku, wychodzi i boi się wejść do sklepu?
Jak ma się to do tego że Ci chłopcy niektórzy po 20-stce nie znają wartości pieniądza?
Nie wiedza czy 3 zł za mleko to dużo...
Jak tu się później dziwić że po opuszczeniu placówki nie wiedzą co z sobą zrobić?
Dostają mieszkanie, idą do szkoły, dostają pracę... Jedzą zupki z paczki, pieniędzy brakuje im zbyt szybko, bo nie umieją rozgospodarować 500zł jakie oferuje im opieka społeczna o iler oczywiście podejmą naukę.
O załatwieniu urzędowych spraw w ogóle nie ma mowy.
Ja nie mówię że są to biedne osoby, nad którymi trzeba się użalać... Nie...
Odpowiadają za własne młodzieńcze czyny...
Przydałby się tu po prostu jakiś projekt usamodzielnienia podczas pobytu w placówce, tak jak dzieje się to w domach dziecka, wychowankowie sami robią zakupy, przygotowują śniadania, kolacje...
Pewna sytuacja zapadła mi w pamięci, gdyż osobiście zainterweniowałam gdy wysłano mojego brata na przepustkę z Raciborza do Świnoujścia jedynie z biletem w kieszeni.
Nie dostał kanapek, picia, pieniędzy... Nie dostał nic...
Gdzie lądują te pieniądze...
Można tylko się domyślać..

wtorek, 24 sierpnia 2010

Odwiedza Cię rodzina? Policz ile Cię to będzie kosztować...

Jestem właśnie w samym środku pewnej sytuacji, która jest zarazem śmieszna i nieprzyjemna///
Otóż 2 braci przyjeżdża do swojej babci...
Chłopcy pomogą, pomalują, wytapetują i co tylko...
Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy jak każdy z nas zaczynają korzystać z tzw mediów...
Czyli dobrodziejstw typu: prąd, woda, gaz...
Babcia mieszka sama więc opłaty ma niewielkie...
Gdy jednak pojawia się ktoś w domu to wiadomo że też musi się wykąpać, zjeść...
Jednak nie przesadzajmy...
Jeśli ktoś zatrzymuje się u nas na kilka dni, nie będzie różnicy w setkach złotych...
Najgorsze jest jednak to, że z takich powodów, ta właśnie babcia mówi własnym wnuczkom że ich już u siebie nie chce, że mają więcej nie przyjeżdżać...
Gdyby ktoś opowiedział mi taką historię to z pewnością powiedziałabym że babcie już tak mają... Marudzą że na nic nie ma, ze są biedne...
Pani babcia jednak różni się od takiej stereotypowej babci...
Chłopcy dużo korzystali z komputera, co było jej głównym zarzutem bo prąd...
Zabawne w tym wszystkim jest to, że gdy jest sama to komputer gaśnie jedynie na czas jej snu...
Przykre jes to, że wszystko przelicza się dziś na pieniądze.
Aby pójść do sklepu i nakupować gier, które jak wiadomo nie są wcale takie tanie, może... A dlaczego?
Dlatego że to dla niej, dla jej przyjemności...
Dopłata do gazu, prądu czy wody... Na to jej nie stać... Dlaczego?
Bo nie ona ją zużyła...
Nie ważne czy mowa o babci, cioci, siostrze czy koleżance...
Dziś nawet wizyty rodziny czy znajomych jak widać przelicza się na pieniądze...
Co gorsza, nawet się tego nie ukrywa...

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po prostu życie...

Jak to się dzieje, ze z momentem ukończenia liceum, pójściem na studia, założeniem rodziny, kupnem mieszkanie, podjęciem pracy, wszystko się zmienia... Nie ma czasu dla znajomych... Od rana praca, trzeba zrobić obiad, posprzątać, wyprać, zjeść i iść spać...
Jeśli szykowaniem obiadu a praniem znajdzie się chwilę, to okazuje się że przyjaciel jest w pracy, gotuje obiad albo ma remont...
Pozostaje rozmowa na gg po 22 bo jest chwila spokoju...
Weekend spędza się z rodziną o ile się oczywiście nie pracuje albo nie jedzie na uczelnię albo jest się tak wykończonym tygodniem że nie ma sił wstać z łóżka...
Pracować niestety trzeba... Rachunki, potrzeby codzienne...
Bez pracy się nie da, z nią właściwie nie istnieje życie towarzyskie...
Nie ma wakacji...
Faktycznie, zapomniałam, jest urlop... Co z tego, że jest...
Jak jest urlop to jest czas na remont, naprawienie kranu...
Pojechać się nigdzie nie pojedzie, bo to kosztuje, coraz więcej swoją drogą...
Tak...
Kiedyś z pewnością bym nawet nie pomyślała, że kiedy tak powiem, że będę tak uważać...
Życie licealisty jest wieeelką sielanką:):)

wtorek, 3 sierpnia 2010

...rozdzielanie rodzeństw...

Jak mnie to denerwuje...
"ROBIMY WSZYSTKO ABY NIE ROZDZIELAĆ RODZEŃSTW"
GÓWNO PRAWDA...
w RZECZYWISTOŚCI JEST TAK, ŻE NIKT NIKOGO NIE PYTA CZY MU TO PASUJE, CZY TAK CHCE, A MOŻE INACZEJ...
CHŁOPAK JEST JUŻ 3 LATA W RODZINIE ADOPCYJNEJ... DZIŚ MA 11 LAT. NIE WIE NIC O RODZEŃSTWIE, CO SIĘ Z NIMI DZIEJE... ONI TEŻ NIC NIE WIEDZA... DLACZEGO?
BO CHŁOPAK JEST W ADOPCJI A NIE W RODZINIE ZASTĘPCZEJ, CO STANOWI OGROMNĄ RÓŻNICĘ, KTÓRA POLEGA NA TYM, ŻE cI LUDZIE, KTÓRZY UWAŻAJĄ SIĘ ZA DOBRYCH RODZICÓW POSTANOWILI ŻE NIE POZWOLĄ NA KONTAKTY Z RODZEŃSTWEM...
Oni nazywają się dobrymi rodzicami?
3 lata bez znaku żcie z żadnej strony...
Nie wiedzą gdzie mieszka, jaka jest ta rodzina, czy jest mu tam dobrze... Nic...
Nikt z tym nic nie robi... O takich rzeczach słyszy się przecież tylko w tv...
Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, co dzieje się tuż obok nas.. Za naszą ścianą, gdy my śpimy spokojnie...