poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po prostu życie...

Jak to się dzieje, ze z momentem ukończenia liceum, pójściem na studia, założeniem rodziny, kupnem mieszkanie, podjęciem pracy, wszystko się zmienia... Nie ma czasu dla znajomych... Od rana praca, trzeba zrobić obiad, posprzątać, wyprać, zjeść i iść spać...
Jeśli szykowaniem obiadu a praniem znajdzie się chwilę, to okazuje się że przyjaciel jest w pracy, gotuje obiad albo ma remont...
Pozostaje rozmowa na gg po 22 bo jest chwila spokoju...
Weekend spędza się z rodziną o ile się oczywiście nie pracuje albo nie jedzie na uczelnię albo jest się tak wykończonym tygodniem że nie ma sił wstać z łóżka...
Pracować niestety trzeba... Rachunki, potrzeby codzienne...
Bez pracy się nie da, z nią właściwie nie istnieje życie towarzyskie...
Nie ma wakacji...
Faktycznie, zapomniałam, jest urlop... Co z tego, że jest...
Jak jest urlop to jest czas na remont, naprawienie kranu...
Pojechać się nigdzie nie pojedzie, bo to kosztuje, coraz więcej swoją drogą...
Tak...
Kiedyś z pewnością bym nawet nie pomyślała, że kiedy tak powiem, że będę tak uważać...
Życie licealisty jest wieeelką sielanką:):)

2 komentarze:

Matio pisze...

Oj, potwierdzam :) Liceum to najfajniejszy okres w dziejach ;) Poza tym widzę, że życie rodzinne już daje Ci się w kość ;) No proszę ;) Ale sama wiedziałaś w co się pakujesz kochana ;)
Pozdrawiam serdecznie ;)

Matio pisze...

Przecież wiesz, gdzie mnie znaleźć :) Mail, komentarze ;) Poza tym wiesz, ostatnio strasznie jestem zabiegana...