środa, 30 czerwca 2010

Miłość????

Czasem wraca do mnie pewna myśl, pytanie...
Dlaczego niektóre kobiety trwają w patologicznych związkach, które zawywają miłością, mimo że owy związek to tylko przemoc, alkohol, wyzwiska, gwałty, zdrady...
Tak naprawdę zastanawiam się nad tym od dziecka...
Może mi nie uwierzycie ale już jako 8-latka wiedziałam na tyle o obowiązującym prawie że namawiałam matkę do rozwodu, do oskarżenia o znęcanie się...
Ale tu nie o mnie idzie i moje życie...
Chodzi o te wszystkie kobiety, które poświęcają życie takim draniom...
KOCHAJĄ ICH...
Wiadomo, miłość nie wybiera, ale czasem trzeba zagłuszyć serce rozumem...
Nie każda miłosć jest dobra...
Każdy z nas o tym wie...
Najgorsze w tym wszystkim jest to że taka kobieta jest przekonana że na to zasługuje, że nic lepszego w życiu nie mogło jej spotkać...
Poświęca poniekąd własne dzieci... Fakt jest to ich ojciec ale... Można inaczej, można tak by dzieci w przyszłości nie miały takiego obrazu rodziny, nie budziły się w nocy z powodu koszmarów, zadziwiająco przypominających te z dzieciństwa...
Każdy dzień jest niby taki sam a jednak inny...
Strach..
W jakim stanie dziś wróci pan i władca?
Czego tym razem będzie oczekiwał?
Jak mocno pobije?
Za co dziś pobije?
Rzuca mięsem, oskarżeniami o zdrady, co jest śmieszne bo właśnie wraca od kochanki...
Taka kobieta doskonale o tym wie...
Wciąż kocha...
Wybacza wszystko...
Na ulicy znają ją tylko jako panią w ciemnych okularach, bo przeciez nie pokaże tych sińców...
Pudry, fluidy... Nic nie pomoze... Widać dziś miał ważny powód...
Kolejny problem pieniądze...
On do pracy nie pójdzie, pfff...
Utrzymują się z pieniędzy z opieki społecznej, z tego co dostaną...
Większość oczywiście zostaje w barach...
Mając sześcioro głodnych dzieci, kobieta nie ma wyjścia...
Staje sie mistrzem kradzieży jedzenia w sklepach, co gorsza wykorzystuje do pomocy dzieci...
NO BO PRZECIEŻ ONA GO KOCHA...
Jak nie pije nie jest taki zły...
Nie jest zły... Przesiedział pół życia dzięki czemu powinien mieć zameldowanie w zakładzie karnym, ale nie jest zły...
LUDZIE SIĘ PRZECIEŻ ZMIENIAJĄ...
Za każdym razem mówi że się zmienił, choć niestety nie trwa to zbyt długo...
Ona zawsze wierzy, zawsze ulega i zawsze ma to samo...
Zabiera dzieci z samego rana i ucieka przed nim, do życzliwych osób...
Wczoraj znów pił, bił, pobiegła zadzwonić po policję...
Wiedziała że nie jest to dobry pomysł... Ale dzieci...
Dziś musi uciekać... Na jak długo?
Wie że on ją dopadnie... Że wróci, ze znajdzie...
A ona wybaczy...
Strach.....

6 komentarzy:

planeta pisze...

Nie, ludzie sie nie zmieniają... Nie zmieniają. Mogą sie rozwijać, ale sie nie zmieniają. Pozdrawiam:)

Azalia pisze...

Witaj Aleksandro.
Dziękuję za zaproszenie. Poruszasz bardzo ciekawe i bardzo życiowe tematy. Z przyjemnością będę do Ciebie zaglądać.
Czy moge umieścić Twój link na moim blogu?
Pozdrawiam serdecznie.

pieprz00 pisze...

Znam takie kobiety i jest mi ich zal... Ale przecież cierpią na własne życzenie, bo w głębi duszy doskonale wiedzą, ze facet się nie zmieni. tylko dlaczego na cierpienia skazują także dzieci?

violinka pisze...

Witaj Aleksandro :) Miło mi, że zagościłaś u mnie, wpadam więc z rewizytą. Temat, który poruszasz i mnie nie jest obcy.Odpowiedź na Twoje pytanie także nie. To złożony proces. Najczęściej kobiety nie wierzą we własne siły, w to, że same dadzą sobie radę, bo przecież przez lata sa nie tylko bite, poniżane, ale przede wszystkim utrzymywane w przekonaniu, że są nieporadne zyciowo. Trudno podjąć decyzję, to strach przed nieznanym, ale strach nieuzasadniony. Miłego woeczorka :)

kathi pisze...

Właśnie dzisiaj też napisałam o przemocy.To naprawdę wstrząsające jak zobaczy się to na własne oczy.Pozdrawiam

PKanalia pisze...

witaj... linka znalazłem u Violinki...
a w temacie, to ja powiem, że zawsze porażały mnie takie związki, gdzie on ćpa alkohol i ją tłucze /jak przyzwoity "polak - katolik"/, a ona to znosi cierpliwie... oczywiście nie wszystkie związki są tak przegięte... jest wielkie takich, gdzie w łóżku od dawna wieje mrozem, a oni są ze sobą niejako "z rozpędu"... "dobro dzieci" to żaden argument, bo takie dziecko wzrasta w rodzinie/?/ pełnej sztucznych rytuałów i obłudy, potem samo to później przenosi na swoje życie... ja jestem bardzo wdzięczny swoim Rodzicom, że rozstali się w porę /w zgodzie!/, gdy miałem jakieś dziesięć lat...
ja wiem i rozumiem... bardzo często kobiecie jest trudno odejść ze względów materialnych... i tak sobie żyje biedactwo, skupiając się na dziecku... nie wierzy w siebie, brak jej odwagi... tylko sobie radości miłości odmawia... a przecież najpiękniejszy przekaz, pozytywne energia, którą matka może dać dziecku, to własna radość... znałem kobiety, które wybierały wtedy życie nurka na dworcu... i dzięki wierze w siebie stawały na nogi, wychodziły z tej sytuacji bynajmniej nie sprzedając siebie... piękne i godne podziwu...

co do mieszkania z teściami... zdarzyło mi się mieszkać w jednym domu z moją byłą żoną i moją matką... trudna sytuacja, bo człowiek jest czasem między młotem i kowadłem... ale twardo trzymałem się jednego... skoro moja kobieta /żona, nieżona, wszystko jedno/ jest moją najbliższą mi osobą, to jestem jej winien lojalność, czyli zawsze być po jej stronie... owszem... czasem w sytuacji konfliktowej zdarzało się, że widziałem, że Moja nie ma racji... ale i tak stawałem po jej stronie, zaś moją opinię wyrażałem dopiero później, w cztery oczy... tak rozumiem lojalność w związku i już...
pozdrawiam i jak masz czas i ochotę, zajrzyj do mnie...
:))..>